Mogła byś zakładać, że po takim wieczorze i podróży, spokojnie wrócę do hotelu i pójdę spać. Nic bardziej mylnego. Zaproszenie od Dennisa zobowiązywało. Usiedliśmy więc w szóstkę. Bardzo dziwna grupa. Mnie znasz, więc i wiesz, jak bardzo czułem się dziwny pośród tych amerykanów. A oni ... ech.
Pierwszym jest Dennis Summers. Jest robotnikiem budowlanym i byłym zawodnikiem tutejszej drużyny. Nie wiem jeszcze w co grał i kogo reprezentował. Niestety kontuzja wyłączyła go z aktywnego uprawiania sportu. Jego ojciec pełni zaszczytną funkcję przewodniczącego związków zawodowych w fabrykach Mitsubishi-Motors w tym mieście. Uśmiałem się do łez, słysząc o tym. Po za tym, to bardzo spokojny człowiek. Zawsze szuka kompromisów. No ... prawie.
Obok - Rebeca Rothchild - wydaje się być osobą z jakiejś arystokratycznej rodziny. Jest też skrzypaczką. Uciekła z domu. Powodów oczywiście nie podała. Miało to pewną wagę podczas dalszych wydarzeń tej nocy. Nie jestem pewien, czy ma powody do aż takiego zadzierania nosa w związku z tym.
Brzytwa to wielki blondyn facet z wytatuowanymi iksami na szyi oraz przedramionach. Jest szefem ochrony jakiegoś zespołu metalowego. Ma też ciekawe zasady. Na przykład - zabronił nam pić alkohol, palić papierosy i używać narkotyków w pobliżu siebie. Łaskawie darował nam dwie kolejne - nie jedzenie mięsa i brak przygodnych stosunków seksualnych. Odnoszę wrażenie, że nie są to zbyt trudne do spełnienia próby. Jak sam stwierdził ma też jedną zasadę, z którą ma jeszcze problem. Brzmi ona: "Unikać przemocy". Dobra zasada, dla szefa ochrony. Jak można mieć z nią problem?
Terrenz to czarnoskóry przyjaciel Dennisa. Dość dziki i nieokrzesany. Nieźle śpiewa. On też ma problem z Szóstą Zasadą Brzytwy.
Ostatnim jest Robert Gray. Dość milczący podróżnik. Bardzo grzeczny, choć okropnie migający się od jakiejkolwiek życiowej odpowiedzialności. Przykład człowieka, dla którego wolność i samostanowienie, są najwyższymi wartościami. Nie do końca wiem, jak można produktywnie przeżyć tak życie i zostawić coś po sobie. On jednak zdaje się mieć inne priorytety.
Gadaliśmy dłuższą chwilę u Dennisa, gdy padł pomysł, by udać się do jednego z tutejszych klubów, pobawić się nieco. Wyobrażasz sobie imprezę w tym składzie? Drętwota. Brzytwa pożarł się z gościem o ksywie Red Tonny. Okazał się właścicielem i musieliśmy sobie pójść. Chyba tylko Terrenz nie tracił dobrego humoru. Nam zważyła go ostatecznie wiadomość od Rebecki, że jej kuzyn jest pod miastem i że musimy z nim porozmawiać. Najwyraźniej bydlak ją szantażował. Pojechaliśmy tam. Spokojny Dennis Summers przetłumaczył mu szybko, na czym polegają zachowania prorodzinne. On też miał chwilami ewidentne problemy z Szóstą Zasadą Brzytwy. Dopilnowałem, by się nie rozpędził. Potem już grzecznie wróciliśmy do Dennisa. Był świt. Na nogach od 34 godzin. Witaj Ameryko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz